Witam na stronie!

Henryk B. Szumielski - Historyjki z historii czyli...



Przygody genealoga.



Bronisław, którego nie było

Kiedy Władysław z Matyldą i trójką dzieci płynęli do Kanady, to... Miałem problem. Śledziłem ich losy ponad sto lat po tym, kiedy wydarzenia te faktycznie miały miejsce. Najpierw ustaliłem, że wypłynęli z Hamburga, ale nadal nie miałem i nie mam do dzisiaj pojęcia, gdzie mieszkali przedtem. Czy razem z Piotrem, drugim bratem mojego dziadka Feliksa Szumielskiego, w Lennep? Czy też przyjechali do Hamburga prosto z Gostycyna specjalnie po to, aby wypłynąć do Kanady? Pięcioosobowa rodzina w tak długiej podróży to duże wyzwanie dla każdego z rodziców. Przede wszystkim dla matki. Dzieci były jeszcze małe. Najstarsza Franciszka miała 5 lat. Walerian miał 2 lata, a Bronisław rok lub półtora. Pewnie trudno było upilnować taką biegającą, wspinającą się, dotykającą różnych rzeczy - których dotykać nie powinny - gromadkę. Musiało być trudno, bo kiedy zestawiłem drzewo genealogiczne, które zbudowałem w oparciu o własne informacje, z drzewem, przysłanym mi z Kanady, to okazało się, że po drodze zaginął Bronek. O Walerianie także w Kanadzie nie słyszeli, ale tam występuje Walter, więc w końcu przyjąłem, że nasz Walerian, a ich Walter, to ta sama osoba. Niestety wszystko wskazuje na to, że najmłodsze dziecko, maleńki Bronisław nie dopłynął. Tam w Kanadzie nikt o Bronku nie słyszał. Tak, jak gdyby nigdy nie istniał. A przecież na liście pasażerów statku „Kaiser” jak byk stoi napisane: Pasażer numer 419167 Szumielski Bronisław, płynie z rodziną do Ontario.

Statek, którym płynęli był statkiem parowym, jednokominowym pływającym pod banderą angielską, a jego kapitanem był pan Hyde. Minęło już 14 lat od chwili wodowania. Statek dodatkowo wyposażony był w trzy maszty żaglowe. Dalej nic już nie jest pewne. Nie wiem czy statek ten zawijał do portu angielskiego w West Hartlepool i potem płynął dalej do Liverpool, a stamtąd do Ontario, czy też w West Hartlepool wszyscy pasażerowie przesiedli się na pociąg do Liverpool i stamtąd innym statkiem, wypłynęli do Kanady. W ramach tego samego biletu, który wykupili wcześniej w Hamburgu, na całą trasę. Za tym, że dalej płynęli innym statkiem przemawia fakt, że „Kaiser” w zasadzie obsługiwał porty angielskie, utrzymywał regularne kursy na trasie West Hartlepool – Hamburg – West Hartlepool. Od czasu do czasu pływał także do Saint Petersburga.

Jeżeli Bronisław nie dotarł do Kanady, to albo wypadł za burtę, lub z jakiejś przyczyny zmarł na statku „Kaiser”, albo zagubił się podczas przesiadki ze statku na pociąg, lub podczas podróży pociągiem, lub też utopił się, albo zmarł podczas podróży drugim, nieznanym mi statkiem, na trasie Liverpool – Kanada. Może była jeszcze jakaś inna przyczyna tego, że los Bronisława jest nieznany.

O Walterze także bardzo mało wiadomo. Tylko tyle, że ożenił się i wyjechał gdzieś w odległe zakątki Kanady i wszelki ślad po nim zaginął. Być może zmienił nazwisko, miał dzieci i dzisiaj żyje gdzieś znaczna liczba jego potomków. Być może. Albo i nie.

Jak to się dzieje, że losy jednych ludzi są klarowne, powszechnie znane, a informacje o nich łatwo dostępne, a inni – chociaż wcale o to nie zabiegali – są objęci jakąś niebiańską ustawą o ochronie danych osobowych i nadal czekają na swoich odkrywców? Na to pytanie genealog-amator odpowiedzieć nie potrafi. Jeszcze nie teraz. A może nigdy. Ale dorastają następne pokolenia. Rodzą się nowe techniki i technologie poszukiwań. Genealogia staje się modna, więc to, co zakryte może nagle stać się proste, jasne, zrozumiałe i powiązane z tym, co do tej pory znaleźliśmy. I powstaną nowe wątpliwości i zrodzą się nowe pytania, bo poszukiwania przodków nigdy się nie kończą.

*** Teraz już wiem, dotarłem, poprzez Internet,do dokumentów - Bronek dopłynął do Kanady. Zmarł kilka miesięcy później. Na drugie imię miał Heronim.

Następna historyjka... wkrótce.



Uwaga! Opisywane historie zdarzyły się naprawdę, albo mogły zdarzyć się naprawdę, albo autorowi wydaje się, że się zdarzyły lub mogły się zdarzyć. Na pewno powstały w czasie poszukiwania przodków, więc opisane tu przygody, w tym sensie, są prawdziwe. Być może, że to któryś z antenatów mi je podyktował. :|